Nowe posunięcia w Szpitalu Narutowicza metodą małych kroków

- Ten szpital może spełniać rolę placówki modelowej - mówi Renata Godyń - Swędzioł, dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. G. Narutowicza, która od ponad dwóch miesięcy sprawuje tę funkcję. Została dyrektorem szpitala po tym, jak Bohdan Pawlicki zrezygnował ze stanowiska.
Nowa dyrektor szpitala złożyła do Urzędu Miasta jako organu założycielskiego - wniosek o oddłużenie placówki.

- Zdaję sobie sprawę, że szpital jest obciążony finansowo, ale to raczej codzienność w każdej tego typu placówce - usłyszeliśmy. Drugi wariant na pozyskanie pieniędzy na spłatę długów wymagalnych to zaciągnięcie kredytu długoterminowego, który miałoby poręczyć miasto.
- W celu polepszenia kondycji finansowej szpitala wystąpiliśmy także do Małopolskiej Regionalnej Kasy Chorych o renegocjacje tegorocznego kontraktu, a także zapłacenie za wykonanie ponadlimitowych usług za lata 1999-2001. Wystąpiliśmy również do kasy o rozszerzenie kontraktu o nowe świadczenia, m.in.: endokrynologiczne, koloproktologiczne, onkologiczne, gastrologiczne i chemioterapeutyczne, a także usługi w systemie ambulatoryjnym, w zakresie rehabilitacji, chirurgii dziecięcej, gastrologii - informuje Renata Godyń - Swędzioł. W Urzędzie Miasta czeka także wniosek nowej dyrektor w sprawie skomunalizowania budynku szpitala. Przypomnijmy: poprzedniej dyrekcji do tej pory nie udało się uzyskać w wieczyste użytkowanie gruntów i budynków szpitalnych.
- Zaproponowana przez miasto umowa trzyletnia po prostu nas nie satysfakcjonuje - mówi dyrektor Godyń - Swędzioł. Wprowadzenie jakichkolwiek większych zmian w szpitalu uzależnione jest od decyzji kasy chorych i Urzędu Miasta. Na razie te wprowadzane są niewielkie.
- Ale zawsze mogą przynieść pewne oszczędności. W szpitalu uruchomiono tomografię komputerową. Dzięki temu wykonujemy pacjentom badanie na miejscu i nie musimy płacić za nie innym placówkom. Uruchomiliśmy także centralną poradnię ultrasonograficzną oraz centralne USG - mówi dyrektor Godyń. - Nie są to może radykalne posunięcia, ale na razie w miarę możliwości oszczędzamy nawet na drobiazgach - usłyszeliśmy na koniec.

Gazeta Krakowska, 29 listopada 2002 r.